Wizja samoakceptacji jest więcej niż ekscytująca

Lubię kobiecość. I nie tylko tą ukrytą za czerwoną szminką odbitą na kubku po kawie. Zaakceptowałam swoje rozstępy. To, że pod koniec...



Lubię kobiecość. I nie tylko tą ukrytą za czerwoną szminką odbitą na kubku po kawie. Zaakceptowałam swoje rozstępy. To, że pod koniec tegorocznych wakacji wyglądałam jak piłka nadmuchana wodą przez PMS też. Nad cellulitem dalej pracuję, ale już nie chcemy się nawzajem pozabijać. Mam kompleksy i dni, gdy nie mogę na siebie patrzeć, ale...


Wizja samoakceptacji jest więcej niż ekscytująca.

Napisałam kiedyś na Instagramie coś, co bardzo Wam się spodobało. Zdanie brzmiało mniej więcej tak - "Im bardziej zbliżam się do samej siebie, tym jestem szczęśliwsza". Tymi samymi słowami opisałabym to, co teraz czuję. Właśnie teraz - mając na myśli ostatnie  miesiące i teraz, kiedy piszę tutaj do Was. I myślę sobie, że jedno wynika z drugiego. To zbliżanie się do siebie samej o którym piszę, niesie za sobą samoakceptację. Poznawanie swoich potrzeb niesie za sobą samoakceptację. Dowiadywanie się o rzeczach, które nam nie służą i eliminowanie ich niesie za sobą samoakceptację. Bo jak tu czuć się ze sobą dobrze wybierając jednocześnie towarzystwo osób, które cały czas próbują udowodnić nam że jesteśmy do bani? 

Lubię mówić otwarcie

O tym, że mam rozstępy. I cellulit. Lubię mówić otwarcie o tym, co mi się w sobie nie podoba, o tym co chciałabym zmienić, o tym co dla większości jest brzydkie, a co mi zupełnie nie przeszkadza. Lubię otwarcie mówić o tym, o czym często boją się mówić kobiety. I nie czuję się przez to mniej atrakcyjna. Ba, myślę, że to mi wręcz pomaga. 


Dlatego jakiś czas temu napisałam na Instagramie


"Część ciała którą lubisz w sobie najmocniej, to...?

Ja uwielbiam swoją talię i powiem o tym głośno! :) Choć gdyby nie szerokie biodra, na które zdarza mi się narzekać i uda, w które jako pierwsze ładują się u mnie zbędne kilogramy, talia nie wydawałaby się tak wąska. Dość szybko zaczęłam dojrzewać (pewnie przez kurczaki jedzone na tony) i pamiętam jak figura typu gruszka od najmłodszych lat była dla mnie zmorą. Teraz jestem wdzięczna swoim genom. :) Kiedy mowa o akceptacji siebie, zawsze stoję przy tym, że pewnym rzeczom trzeba pomóc (zrzuciłam łącznie 15 kilogramów), do pewnych po prostu dojrzeć (proporcje mojego ciała prawdopodobnie nigdy się nie zmienią)."


Pod tym zdjęciem dostałam od Was tyle fantastycznych komentarzy, że trudno było mi uwierzyć. Pisałyście tak pięknie o tym, co w sobie lubicie i o tym, co kiedyś przysparzało Wam sporo kompleksów, a teraz to akceptujecie. I marzy mi się, żebyście w ten sposób mówiły o sobie na co dzień. Żeby liczba rzeczy, które w sobie kochacie przerastała o sto razy listę rzeczy, które chciałybyście w sobie zmienić. Żebyście zawsze widziały siebie w ten lepszy sposób. 


A jeśli czujecie po tym wpisie niedosyt, to..




sukienka - H&M
torebka - lokalna produkcja, Djerba
okulary - H&M

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Piękne zdjęcia i ogólnie uwielbiam tytuł tego postu - jest doskonały. Fajnie, że poruszyłaś ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie wyglądasz. A cellulit tez mam i mam to gdzieś. Ważne, że jestem szczęśliwa. Pozdrawiam
    natalia

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaakceptowanie siebie i swoich niedoskonałości jest bardzo trudne, ale jeśli to uczynimy będziemy naprawdę szczęśliwe :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sliczne stylizacje. Przeczytalam gdzies, ze wlasnie chodzi o to, zeby wygladac ladnie, zeby wyeksponowac w sobie to, co mamy najladniejsze (czyli najpierw uwierzyc w siebie). A zupelnie nie na to, zeby tuszowac to, czego sie wstydzimy.

    OdpowiedzUsuń
  5. ja Ty przepięknie wyglądasz <3 aby być szczęśliwym najważniejsze to tak jak napisałaś zaakceptować siebie takim jakim się jest, owszem można walczyć z kompleksami ale czasami trzeba odpuścić :) cellulit i rozstępy o niczym nie świadczą, to tylko takie urozmaicenie na naszej skórze, ja np. mam mały biust i niezbyt krągły tyłek ale lubię siebie taką jaką jestem. Często miewam dni gdy uważam że jestem do bani ale walczę z tym i jak na razie wygrywam :)
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajomość siebie to podstawa! Super, że też masz taki stosunek :) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. I bardzo mi się podoba twoje podejście. Też nie wstydzę się mówić że mam prawie 40 lat, siwe włosy, cellulit i brzuch którego n ie mogę się pozbyć po dwóch ciążach, nie przeszkadza mi to jednak czuć się dobrze i ładnie.
    Cudne zdjęcia i pięknie na nich wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pewnie ludzie Ci nie wierzą - wyglądasz tak młodo! :) Buziaki!

      Usuń
  7. Bardzo dobre podejście.
    Ja owszem nie wstydzę się samej siebie, nie jest mi ze sobą źle. Jednak gdy mam dni kiedy robię coś dla siebie, czuję się faktycznie ze sobą samą szczęśliwsza i bliżej jestem swojego celu :)
    Pozdrawiam
    FotoHart Blog ♥

    OdpowiedzUsuń

Instagram

Flickr Images