Beauty Essentials / Marzec

Zanim zabrałam się za pisanie tego posta, wiedziałam że przede mną trudne wyzwanie - a przynajmniej trudniejsze niż zwykle. W lutym i m...


Zanim zabrałam się za pisanie tego posta, wiedziałam że przede mną trudne wyzwanie - a przynajmniej trudniejsze niż zwykle. W lutym i marcu miałam okazję testować sporo produktów i odkryłam takie, które pewnie zostaną ze mną na długie miesiące. Ostatnio naprawdę mocno skupiam się na pielęgnacji twarzy i są już tego pierwsze efekty - nie pamiętam kiedy moja cera była w tak dobrej kondycji jak teraz! Jest o wiele bardziej jędrna, gładka, jasna - koloryt wygląda na wyrównany, rzadko martwię się wypryskami, bo praktycznie się nie pojawiają. Poradziłam sobie też z nadmiernym sebum, więc i na świecący nosek nie muszę się skarżyć ;) Ale koniec już moich pielęgnacyjnych opowiastek - przejdźmy do konkretów czyli marcowych Beauty Essentials!



1. EOS Cooling Chamomile
Mówiłam o tym już na Instagramie, napiszę i tutaj - nie wyobrażam sobie życia bez ochronnych balsamów - jeśli nie mam na ustach jakiejś kolorowej pomadki czy błyszczyka, zawsze, ale to zawsze mam na nich coś turbo nawilżającego! Przez lata moim ulubieńcem był miętowy EOS, a po wejściu na rynek nowej kolekcji EOSów inspirowanych cechami charakteru, nagminnie używam Cooling Chamomile. To chłodzący i mocno nawilżający balsam do ust z mentolem, aloesem i rumiankiem - dla miłośników wersji miętowej będzie jak znalazł. Fun fact - mi i P trochę zalatuje on arbuzem (kocham wszystko co arbuzowe!), mimo że zapach i skład nie mają z nim nic wspólnego. Po nałożeniu balsamu wieczorem, nazajutrz rano usta są mięciutkie i rozpustnie gładkie!



2. 4 kroki pielęgnacji Jowae
Wybaczcie ten zagadkowy tytuł, już wyjaśniam o co tu chodzi! W marcu miałam przyjemność współpracować przy kampanii promującej 4-etapową pielęgnację francusko-koreańskimi fitokosmetykami (kosmetykami naturalnymi) marki Jowae i totalnie przepadłam. Sam rytuał składa się z czterech kroków - oczyszczanie, przygotowanie, aktywowanie i korekta. A po polsku, wygląda to tak - wieczorem makijaż zmywam na sucho przy pomocy olejku, później już na mokro resztki makijażu pomaga domyć mi delikatna pianka, następnie mocno nawilżający koncentrat i na sam koniec lekki krem. Podobnie wygląda pielęgnacja poranna, z tym że twarz przemywam samą pianką, a koncentrat na noc zamieniam na taki "dzienny". :) Cały ten rytuał jest dla mnie zbawienny z dwóch powodów, po pierwsze - moja cera naprawdę odżywa - jest miękka, jędrna, rozjaśniona i na maksa odżywiona, czuję się w niej po prostu świetnie, a po drugie - taka dokładna i staranna pielęgnacja to ukłon w stronę dbania o siebie. Dzięki temu jestem absolutnie rozpieszczona przez samą siebie i taka... zaopiekowana :) To może brzmieć śmiesznie, ale poświęcanie sobie więcej czasu naprawdę dobrze wpływa na samopoczucie! :) A kosmetyki są genialne.



3. Isadora Perfect Moisture no 47
Moja nowa miłość w kategorii pomadek - mocno nawilżająca pomadka od Isadory z woskiem candelilla, pantenolem i witaminą E w składzie. Produkty Isadory to bezsprzecznie jakość, ale i tak nie do końca dowierzałam, że pomadka o formule nawilżającej może być trwała. Może! Miałam ją na ustach już kilkukrotnie (między innymi w Walentynki;)) i za każdym razem spisała się na piątkę z plusem. Cieszę się, bo jak dotąd byłam wierna kultowej Russian Red MAC, ale to stuprocentowy mat, a mi zdecydowanie brakowało czegoś o lżejszym wykończeniu.  Swoją drogą kolor Summer Red (47) jest mocno zbliżony do wspomnianego odcienia MAC. 



4. Origins Clear Improvement Mask
Jak dotąd mój ulubieniec wśród masek Origins, które miałam okazję testować. Clear Improvement to mocno oczyszczająca maska z węglem drzewnym, białą glinką i lecytyną - jest zbawieniem przy skórze trądzikowej, ale i takiej która zwyczajnie potrzebuje oczyszczenia. Nakładam zwykle grubą warstwę i pozostawiam do całkowitego wyschnięcia, potem spłukuję letnią wodą (ostrzegam, że to wcale nie takie proste - brudny zlew w łazience gwarantowany, ale warto!) i cieszę się gładką i widocznie rozjaśnioną cerą. Kolejny plus - maska w ogóle mnie nie wysusza, ani nie muszę się martwić ściągniętą skórą. 



5. Korff Hydro Radiance Moisturizing Sorbet
Absolutnie genialny hiper nawilżający krem-sorbet marki, która dopiero stawia pierwsze kroki w Polsce - Korff Milano. Jestem zakochana w jego lekko żelowej formule, idealnym wchłanianiu i naprawdę turbo mocnym nawilżeniu i rozjaśnieniu, no bo właśnie, produkt jest także po części rozjaśniający. Mi służy przede wszystkim jako baza pod makijaż - nakładam go rano i nie muszę się martwić o widoczne po aplikacji podkładu suche skórki, czy drobne zmarszczki. 

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Świetnie się Ciebie czyta a po jakiś z Twoich ulubieńców na pewno sięgnę i wypróbuje.pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, no i oczywiście polecam wypróbować ;)

      Usuń

Instagram

Flickr Images