Type Keyword and Press Enter to Search
×

Kwiecień to miesiąc w którym w nawyk weszły mi poranne rytuały pielęgnacyjne - wstaję, piję kawę, nakładam maseczkę i zabieram się za pracę. Gdzieś tam po drodze oczywiście śniadanie, mycie zębów i inne nudne czynności ;) (ok, żartuję, jedzenie wcale nie jest nudne!), ale cieszę się bo takie dbanie o siebie, nawet jeśli w trakcie są obowiązki, jest mega fajne. I moja cera zdecydowanie mi za to dziękuje, bo kilka miesięcy wstecz była w dużo gorszej kondycji. Ale wróćmy do tematu, czyli moich kosmetycznych ulubieńców kwietnia! Zapraszam do lektury ;)


1. Clarins Instant Poreless Primer

To produkt, który z całego dzisiejszego zestawienia testowałam najkrócej - bazę Clarins Instant Poreless miałam na twarzy dosłownie kilka razy, ale całkowicie mnie sobą oczarowała! Być może efekt wow to częściowo kwestia tego, że baz mam bardzo niewiele i nie używam ich często, właśnie dlatego że nie trafiłam na nic wartego uwagi. Tutaj zakochałam się już przy pierwszym użyciu - baza ma za zadanie matowić cerę i znacznie ją wygładzać, dzięki czemu pory będą dużo mniej widoczne. Ach, no i jeszcze jedno - przedłużać trwałość makijażu. Efekt dokładnie taki jak obiecuje producent, po nałożeniu na bazę podkładu twarz była maksymalnie wygładzona, całkowicie inna jakość (jakkolwiek dziwnie to brzmi, tylko te słowa według mnie opisują to co mam na myśli;)), zero suchych skórek i dużo mniej widoczna porowatość skóry oraz drobne zmarszczki, które niestety mam i ja. Przewiduję, że nadchodzi czas kiedy żaden mój makijaż nie obejdzie się bez tej bazy :) Nie zauważyłam znacznego zmatowienia cery (a przynajmniej nie po nałożeniu podkładu), co akurat mnie cieszy, bo ostatnio wolę efekt nawilżenia i rozświetlenia.



2. Hello Body Coco Wow Pink Clay Mask

Czyli maska z francuską różową glinką i kaolin. Oczyszcza i absorbuje z twarzy wszystko co złe, czyli wszelkie zanieczyszczenia i sebum. Uwielbiam maseczki oczyszczające, zdecydowanie częściej używam ich niż nawilżających i ta, razem z maską węglową Origins którą pokazywałam Wam ostatnio, są zdecydowanie moimi ulubieńcami w tej kategorii. Po zmyciu skóra jest niewyobrażalnie miła w dotyku, gładka, oczyszczona, a maska pachnie po prostu obłędnie! To kokos, ale nie taki zwyczajny, bo w tym przypadku maskę chce się po prostu zlizać z twarzy :) A dla Was, jeśli macie na oku jakiś produkt Hello Body, mam kod zniżkowy - na hasło "JUSTYNALIS20" -20% na wszystkie produkty w koszyku! ;)



3. Origins Blooming Bold Sweeter than Honey Lipstick

To będzie chyba moje odkrycie roku jeśli chodzi o kolorówkę - odkąd pamiętam szukam idealnej pomadki w kolorze nude, przetestowałam oczywiście mnóstwo różnych i nie mogłam znaleźć takiej, która nie odznaczałaby się od mojego koloru skóry. Większość jest albo za ciemna, albo za jasna, albo zbyt różowa, albo zbyt brązowa. Aż pewnego dnia przyszła do mnie przesyłka od marki Origins z 24 (!!!!) pomadkami nowej kwiatowej kolekcji Blooming Bold i odkryłam odcień idealny, czyli Sweeter than Honey. Przepiękny nudziak, praktycznie w kolorze mojej cery, o nawilżającym wykończeniu i bardzo dobrym kryciu. Miłość, po prostu. Jeśli szukacie idealnego beżu na usta to koniecznie spróbujcie!



4. Tołpa Dermo Face, Physio, Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu

Mój numer 1 w kategorii płynów micelarnych - używam go już od dawna i żaden inny kosmetyk do demakijażu nie potrafi go przebić! Z łatwością zmywa absolutnie każdy makijaż, trwałe i ciężkie podkłady, wodoodporny tusz - no po prostu wszystko. Dodatkowo jest delikatny dla skóry twarzy, nie podrażnia i jest bezwonny. Dla mnie to geniusz, a kolejnym plusem jest niska cena. Prześledziłam z ciekawości opinie na jego temat w Internecie i jestem w ogromnym szoku, bo sporo z nich to całkowite przeciwieństwa moich odczuć. Niemniej, zważywszy na niską cenę polecam sprawdzić! PS.: Ten płyn micelarny z Tołpy to pierwszy krok jeśli chodzi o mój demakijaż, resztki zawsze domywam moją ulubioną pianką Jowae. 



5. Korff Lifting Eye&Lip Contour Cream

Czyli liftingujący krem do pielęgnacji skóry pod oczami i wokół ust. Ma u mnie ogromnego plusa za delikatność - w końcu wspomniane okolice wymagają specjalnej pielęgnacji i ostrożności przy tym. Pachnie bardzo delikatnie i działa niezwykle kojąco - skóra po nałożeniu jest gładka i rozświetlona, a sam kosmetyk dzięki lekkiej konsystencji bardzo szybko się wchłania. Rzeczywiście okolice oczu i ust wydają się być dużo bardziej jędrne, a pokładam nadzieję, że za jakiś czas i moje maleńkie zmarszczki mimiczne staną się płytsze. :) Nakładam go codziennie wieczorem i kiedy pamiętam także rano. PS.: Na hasło "justynalis" macie -10% na produkty marki Korff!



6. Embryolisse Intense Smooth Radiant Complexion

Kuracja wygładzająco-rozświetlająca Embryolisse, czyli krem nadający efekt promiennej twarzy to moja miłość od pierwszego użycia! Kosmetyk jest bardzo delikatny, widocznie wygładza cerę i pozostawia po sobie lekki, napinający filtr. To mój hit jeśli chodzi o poranną pielęgnację (najczęściej używam go jako bazy pod makijaż) oraz dni kiedy nie mam ochoty nakładać podkładu - świetnie go zastępuje, utrzymując cerę w świetnej kondycji! Twarz wygląda na wypoczętą i zdrową, a ja kocham efekt rozświetlenia!



7. Embryolisse CC Cream

W zeszłym roku ukochałam sobie krem BB marki Borujois, w tym po raz kolejny przepadłam dla kryjącego kremu francuskiej marki, tym razem Embryolisse CC Cream SPF20. Coś co wydawało mi się nieosiągalne czyli maksymalne krycie, które uwielbiam i konsystencja oraz nawilżenie kremu to dla mnie dwie główne cechy wspomnianego kosmetyku. Produkt nakłada się bardzo łatwo (ja używam do tego gąbki jak w przypadku podkładu), a twarz wygląda na nieskazitelną i maksymalnie rozświetloną. No i to krycie! Krem występuje w jednym odcieniu i według producenta dopasowuje się do unikalnego koloru skóry, ale to traktowałabym raczej z małym przymróżeniem oka - u bladziochów raczej się nie sprawdzi. Czuję, że tego lata nie będę się z nim rozstawać!




A jakie jest Twoje kosmetyczne odkrycie kwietnia?

FACEBOOK TWITTER GOOGLE+ PINTEREST

Brak komentarzy: