Type Keyword and Press Enter to Search
×
Jo Malone French Lime Blossom, witaminowa baza Bobbi brown, pixie glow tonic gel, smash box photo finish

Już prawie lipiec, a ja dopiero zabieram się za uzupełnianie majowo-czerwcowych zaległości. Mowa o moich kosmetycznych ulubieńcach oczywiście, a ostatnie dwa miesiące to co najmniej kilka ge-nial-nych produktów, które zostaną ze mną na dłużej. Poza tym w pierwszej połowie czerwca miałam okazję skorzystać z zabiegu, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Mam na myśli mezoterapię igłową, czyli mówiąc prościej - ostrzykiwanie twarzy preparatem czystego kwasu hialuronowego. Taki zabieg ma na celu przede wszystkim nawilżyć skórę twarzy (ale nie tylko, bo można go wykonywać także na szyję, dekolt, czy skórę głowy), ujędrnić ją i sprawić, że będzie wyglądać zdrowo, młodo i pięknie! Nie spodziewałam się cudów po jednym zabiegu, a jednak miło się zaskoczyłam - jak tylko obrzęk zszedł z twarzy (po 4/5 dniach od zabiegu wyglądałam już całkiem normalnie), zobaczyłam, że cera jest dużo bardziej rozświetlona niż była - okolice dołków pod oczami wyglądały ładniej i, choć pani doktor, która wykonywała zabieg uprzedzała, że raczej nie mam co liczyć na zniknięcie zmarszczek mimicznych - te stały się dużo mniej widoczne. Kończąc swój wywód powiem tyle - mezoterapia działa! A teraz już przedstawiam Wam moje beauty essentials czyli kosmetycznych ulubieńców maja i czerwca!


1. Jo Malone French Lime Blossom
Mój hit hitów maja i czerwca, czyli kwiat lipy zamknięty w szklanym flakonie. Nie znam bardziej świeżego zapachu niż French Lime Blossom, a na pewno nie bardziej kwiatowo-świeżego. Pomimo, że przy pierwszym powąchaniu nie byłam pewna czy się polubimy, każde kolejne zacieśniało naszą więź, a dziś zdałam sobie sprawę, że z kilkoma małymi wyjątkami calutki czerwiec przepachniałam właśnie tymi perfumami! Jestem absolutnie uzależniona i stwierdzam, że zdecydowanie potrzeba mi było świeżości na zapachowej półce. To na pewno nie są perfumy dla każdego, bo ta "zieleń" zapachu może irytować, ale ja uwielbiam czuć ją na sobie przez cały dzień - bo pomimo lekkości, jest  bardzo trwała.

2. Pixi Glow Tonic Cleansing Gel
Glow Tonic od Pixi to chyba mój pielęgnacyjny kosmetyk wszech czasów, a Pixi Glow Tonic Cleansing Gel jest genialnym uzupełnieniem kuracji kwasem glikolowym. To dla mnie duet idealny i nie znam skuteczniejszej artylerii w walce z niedoskonałościami. Jak tylko jacyś nieproszeni goście pojawiają się na mojej cerze, seria kosmetyków z kwasem glikolowym od Pixi radzi sobie z nimi w przeciągu kilku dób. Poważnie, do tej pory to jedyne produkty jakie poznałam, które tak SZYBKO i SKUTECZNIE pomagają mi pozbyć się krostek na twarzy, dlatego jeśli zastanawiacie się czy Glow Tonic i Glow Tonic Gel są warte swojej ceny, podpowiadam - SĄ!

3. Bobbi Brown Vitamin Enriched Face Base
Jestem posiadaczką cery mieszanej w kierunku tłustej i obecnie szaleję za maksymalnie rozświetloną skórą. Możecie się domyślić, że to nie lada wyzwanie znaleźć produkt, który nada cerze pięknego glow, a jednocześnie nie spowoduje, że po kilku godzinach noszenia makijażu będzie się ona niemiłosiernie świecić. Świecić w ten "zły" sposób oczywiście. Witaminowa baza Bobbi Brown to potrafi - wyczarowuje zdrowo wyglądającą, promienną cerę. Pięknie rozświetloną i bez efektu tłustości przez cały dzień. Makijaż, w tym nawet najlżejszy podkład świetnie się na niej trzyma i jest w stanie przetrwać większość moich wyjść. Do tego ten zapach... baza pachnie cytrusami, na punkcie których można oszaleć. No, przynajmniej ja szaleję ;) Opakowanie produktu wyglądem przypomina krem (no właśnie, bo bazę można używać również jako krem), ale nie jest dla mnie do końca praktycznie, bo przy nakładaniu baza wchodzi pod paznokcie. Mimo wszystko, to mały szczegół, którzy na tle całej reszty można wybaczyć.

4. Clarins Bronzing Compact
Cudowne (i cudownie pachnące!) trio zamknięte w jednym produkcie - bronzer, rozświetlacz i róż, które można nakładać pojedynczo lub łączyć ze sobą. Pozwala uzyskać efekt pięknej opalenizny, lub lekko muśniętej słońcem skóry - w zależności od ilości zaaplikowanego produktu. U mnie idealnie sprawdza się nałożony na nierówno opalone miejsca na szyi lub jako puder do konturowania. Nie żebym nie nakładała go na całą twarz...

5. Smashbox Photo Finish Radiance Primer
Druga z moich ulubionych baz pod makijaż czyli Smashbox Photo Finish Radiance Primer. Dzięki bursztynowym i brązowym drobinkom nadaje twarzy ładny, brzoskwiniowy odcień. Jest idealna żeby optycznie opalić skórę przed nałożeniem kolejnych warstw. Do tego cudnie nawilża, wygładza i trzyma makijaż. Kolejny plus za aplikację, która dzięki opakowaniu jest łatwa - nie muszę martwić się, że przesadzę z ilością produktu, przez co niepotrzebnie go nie marnuję.

6. Delia LUMI & HEALTHY Natural Radiance Hydrating Foundation
Dostałam ten podkład w paczce PR i muszę przyznać, że początkowo byłam do niego sceptycznie nastawiona. Warte polecenia podkłady z niższej półki cenowej jestem w stanie zliczyć na palcach jednej ręki, serio. Testowałam wiele różnych podkładów - takie za 15 złotych i takie za 150 i choć absolutnie nie uważam, że tańsze równa się gorsze, to z podkładami niestety zazwyczaj tak u mnie było. Ten rozświetlająco-nawilżający z Delii tak mnie zaskoczył, że trafił na listę moich absolutnych ulubieńców. Po pierwsze - kolor. Z ciemniejszymi odcieniami podkładów jest u mnie zwykle tak, że albo są zbyt różowe, albo zbyt pomarańczowe. Naprawdę ciężko mi znaleźć takie, które nie będą się odznaczać. W przypadku tego podkładu kolor 12 Nude Beige był dla mnie strzałem w 10. Jest całkiem podobny do odcienia mojej opalenizny i nie ma w nim za dużo różowych, ani pomarańczowych tonów. Po drugie - wykończenie. Po aplikacji tego podkładu gąbką, cera wygląda na turbo gładką (powiedziałabym - gładszą niż w rzeczywistości;)) i jeszcze bardziej rozświetloną! Dodatkowo, podkład dobrze kryje, a krycie można w tym przypadku stopniować. Nie narzekam również na jego trwałość - po całym dniu nadal utrzymuje się na mojej cerze. Podsumowując - rozświetlająco-nawilżający podkład z Delii to dla mnie idealne rozwiązanie na lato, kiedy jedyny słuszny makijaż to pełne glow i zero matu!

7. Isadora Bronzing Brush
Ostatni punkt na liście moich majowo-czerwcowych ulubieńców to pędzel do bronzera z Isadory. Za dużo o nim pisać nie muszę - jest po prostu idealny do nakładania pudrów bronzujących, bez których latem ani rusz. Takiego pędzla bardzo mi brakowało i odkąd trafił do mojej pędzlowej rodziny, używam go dzień w dzień. Jest wykonany z delikatnego, syntetycznego włosia i dzięki swojemu kształtowi idealnie sprawdza się zarówno przy konturowaniu, jak i aplikowaniu produktu na całą twarz.


A Ty, bez czego nie możesz żyć tego lata? ;)
FACEBOOK TWITTER GOOGLE+ PINTEREST

Brak komentarzy: