Type Keyword and Press Enter to Search
×


Jeszcze kilka miesięcy temu większość masek które miałam gdzieś poupychane na łazienkowych półkach tylko leżała i się kurzyła. Od czasu do czasu nachodziła mnie ochota żeby jakiejś spróbować, ale w większości nie lubiłam rytuału nakładania maski. Po co to. Nuda! Być może chodziło o to, że żadna z nich nie była wystarczająco skuteczna żeby zadowolić mnie i moje oczekiwania. Być może, bo obecnie bez masek nie mogę żyć! Najchętniej nakładałabym je codziennie, a już całkowicie realnie maseczkowy rytuał ma u mnie miejsce minimum 4 razy w tygodniu. Pisałam Wam jakiś czas temu, że często w ten sposób rozpoczynam pracę - kawa, śniadanie, ubieranie, poranna toaleta i.. maska. Tak samo zresztą jest dziś - piszę do Was z różową Coco Wow na twarzy, o której za sekundę dowiecie się więcej. O niej i o dwóch innych maskach, które uważam za najlepiej oczyszczające jakie znam!


Najlepsze oczyszczające maseczki do twarzy



1. GlamGlow SuperMud
Żaden testowany przeze mnie produkt GlamGlow jeszcze mnie nie zawiódł, a maska oczyszczająca SuperMud to dla mnie kosmetyk-odkrycie! Według producenta to najbardziej zaawansowana naukowo maska GlamGlow, która błyskawicznie zwalcza najczęstsze problemy skóry twarzy, zwęża pory i pozostawia cerę w dużo lepszej kondycji. Czy tak jest naprawdę? Sto razy tak! Maska SuperMud ma w składzie między innymi połączenie 6 kwasów AHA i BHA oraz węgiel aktywowany , przez co nie polecałabym jej do cery wrażliwej - sama aplikacja nie należy do najprzyjemniejszych, bo po nałożeniu produktu skóra mocno piecze. Ale co dzieje się później? Pory zostają widocznie zwężone, cera jest o wiele gładsza, jaśniejsza, a krostki wysuszone. Po kilku aplikacjach różnica w kondycji skóry twarzy jest naprawdę duża. Maskę można też nakładać punktowo i w zasadzie mnóstwo osób stosuje ją wyłącznie w ten sposób lub w miejsca strefy T, żeby nie podrażniać reszty twarzy. Ja kończę pierwsze, maleńkie opakowanie tego cuda i przymierzam się do kupna pełnowymiarowej wersji - jest naprawdę warte swojej ceny!




2. HelloBody Coco Wow 
Wygląda całkiem niepozornie ze względu na swój delikatny, jasno różowy kolor, ale nic bardziej mylnego - Coco Wow od HelloBody to jedna z najbardziej skutecznych masek, jakie miałam okazję testować. Różową barwę zawdzięcza francuskiej różowej glince, czyli jednemu z głównych składników, który razem z kaolin (białą glinką) wchłania nadmiar sebum i toksyny. Dodatkowo dzięki ekstraktowi z magnolii maska ma właściwości antybakteryjne. Podczas aplikacji, podobnie jak w przypadku poprzedniczki, nieuniknione jest uczucie szczypania. Moje wrażenia po zmyciu? Wydaje się, jakby maska "wyciągnęła" ze skóry cały brud jaki w niej siedział (wybaczcie dosłowność - inaczej się nie da), przyspieszając tym samym proces gojenia wszelkich niedoskonałości. Cera jest oczyszczona, promienna, miła w dotyku i zupełnie nie towarzyszy temu uczucie ściągnięcia. 




3. Origins Clear Improvement Mask
Tę maskę poznałam jako pierwszą z trzech, o których dzisiaj piszę - przyszła do mnie wraz z dwiema siostrami o zupełnie innym, bo nawilżającym działaniu. Składem nie odstaje znacząco od poprzedniczek - zawiera węgiel drzewny, który pochłania zanieczyszczenia oraz białą glinkę, która wspomaga oczyszczanie absorbując sebum. Mam wrażenie, że Origins Clear Improvement Mask ze wszystkich przedstawionych dzisiaj pozycji działa najdelikatniej, przez co mogą sięgnąć po nią posiadaczki wrażliwszej skóry. Moje wrażenie od razu po zmyciu tej maseczki (co wcale do najprostszych zadań nie należy - usuwanie jej jest czasochłonne i zlewobrudzące ;)) to przede wszystkim świeżość, którą uwielbiam, ale i jasna, czystsza cera gotowa do aplikacji kremu, a następnie makijażu. 
  


To jak, na którą macie największą ochotę? ;)

FACEBOOK TWITTER GOOGLE+ PINTEREST

Brak komentarzy: